Journaling – co to jest? Jak zacząć pisać dziennik?  (Wywiad – Klaudyna Maciąg)

Journaling – co to jest? Jak zacząć pisać dziennik?  (Wywiad – Klaudyna Maciąg)

Journaling - co to jest ; prowadzenie dziennika jak zacząć

Cześć, dziękuję Ci bardzo, że zgodziłaś się na ten wywiad. Obserwuję Cię na Instagramie już od dłuższego czasu i czerpię z Twoich postów sporo inspiracji do prowadzenia dziennika. Wiem też, że journaling jest dla Ciebie czymś więcej niż tylko zapisywaniem codziennych myśli – traktujesz go jako narzędzie rozwoju, uważności i lepszego poznawania siebie. To właśnie dlatego pomyślałam, że jesteś idealną osobą, żeby opowiedzieć czytelnikom Rozwojowego Portalu o tym, czym jest journaling i jak można zacząć tę przygodę.

Journaling – Wywiad z Klaudyną Maciąg

Na początek opowiedz nam, proszę trochę o sobie. Co robisz na co dzień i dlaczego w ogóle zainteresowałaś się journalingiem?

Na co dzień zajmuję się pisaniem – i jest ono obecne w moim życiu na wielu płaszczyznach. Tak, piszę pamiętniki, ale też książki i poezję, artykuły i felietony, a także recenzje gier wideo. Pracuję jako copywriterka i jest to dla mnie, jak spełnione marzenie z dzieciństwa – bo odkąd pamiętam, mówiłam, że chciałabym żyć z pisania. To się zresztą wiąże też z prowadzeniem pamiętników. W 1999 roku zaczęłam prowadzić pierwszy – w popularnym wówczas Kalendarzu Superdziewczyny, a niedługo potem rodzice podarowali mi pierwszy „prawdziwy” pamiętnik – z kolorowymi stronami i dziewczyńską okładką. I tak się w to wkręciłam, że co kilka miesięcy musieli zabierać mnie do częstochowskiej Finezji, aby kupić kolejny i kolejny. Dzięki temu dużą część dorastania mam udokumentowaną na papierze i choć nie zawsze są to miłe wspomnienia, to lubię do nich wracać.

Czym właściwie jest journaling? Jak byś go zdefiniowała osobie, która nigdy o nim nie słyszała?

Dla mnie „journaling” to bardzo pojemne pojęcie, zbierające wszelkie formy pisane – dzienniki, pamiętniki czy tzw. commonplace books – popularne szczególnie w renesansie notatniki służące gromadzeniu wiedzy i inspiracji. Definicje każdego z tych pojęć są dość sztywne – mamy na przykład „dziennik” prowadzony, jak sama nazwa wskazuje, codziennie – i to w pewnej narzuconej formie. Ja jednak wolę spinać wszystkie te pojęcia pod jedną ogólną nazwą „journaling”, albo w ogóle używać ich zamiennie, ponieważ to najlepiej oddaje, jak otwarte i swobodne mogą być nasze osobiste zapiski.

I właśnie z takim przekazem chcę pozostawić każdego – tutaj nie ma sztywnych zasad. Możesz pisać, jak chcesz, gdzie chcesz i kiedy chcesz i nikt nie ma prawa ci powiedzieć, że robisz to źle.

Dlaczego warto pisać dziennik? Jakie korzyści może przynieść?

Zacznę od spraw nie aż tak „poważnych” – prowadzenie pamiętnika to po prostu przyjemne zajęcie. Pozwala gromadzić wspomnienia – w sposób mniej lub bardziej kreatywny. Pozwala wyrzucić myśli z głowy i jakoś je sobie poukładać. Pozwala też spędzić wartościowy czas sam na sam ze sobą, co także ma dużą wartość. Ale tak poza tym – przechodząc już do kwestii naprawdę poważnych – badania mówią o terapeutycznej mocy pisania. Co oznacza, że może ono korzystnie wpłynąć na psychikę i układ nerwowy, a nawet… radzenie sobie z traumami. I to jest absolutnie niesamowite.

Jak journaling może wspierać rozwój osobisty, kreatywność czy radzenie sobie z emocjami?

Jako że jesteśmy przy tym temacie, zacznę od końca. Emocje. Swobodne pisanie czy wręcz pisanie o sprawach trudnych, pomaga w regulowaniu emocji. Jeżeli nie radzimy sobie ze stresem, zmartwieniami czy czarnymi myślami – pisanie może nam pomóc nad tym wszystkim zapanować. Niektórzy jednak blokują samych siebie, martwiąc się, że ktoś mógłby ich zapiski przeczytać. Ja dla takich najtrudniejszych tematów wybieram formę „zapisz i spal”. I to działa – bo swobodnie wyrzucam wszystko z siebie, a jednocześnie nie gromadzę tego, nie zostawiam na lata i nie ryzykuję, że ktoś zapozna się z moimi najbardziej intymnymi myślami. Bardzo mocno polecam w tym temacie książkę „Terapia przez pisanie” (James W. Pennebaker, Joshua M. Smyth) – dla każdego, kto chciałby zobaczyć nieco bardziej naukowe wyjaśnienie tej teorii.

Co zaś się tyczy innych aspektów – możemy prowadzić pamiętniki ściśle nastawione na pracę nad rozwojem osobistym albo pamiętniki kreatywne czy całkowicie artystyczne – i wszystkie one będą cudownie wpływać na to, kim jesteśmy i jak działamy.

Jak journaling wpływa na codzienne życie i samopoczucie? Jak wpływa na Ciebie?

Mam taki jeden pamiętnik, który służy wyłącznie do wylewania żali, frustracji, obaw i lęków. Pachnie moimi łzami i czasem jest po prostu pobazgrany. Bez niego nie umiałabym sobie poukładać pewnych spraw – pozwala mi zrzucić z siebie ciężary, pozbyć napięć, zdystansować od problemów. I wiesz, co jest w tym najlepsze? Że czasem miesiącami nie mam w nim o czym pisać. I to jest okej. Ba, to mnie nawet bardzo cieszy.

Przez jakiś czas prowadziłam tzw. gratitude journal, czyli dziennik wdzięczności. Byłam w takim momencie życia, że musiałam sobie siłą przypominać, ile sensu to życie ma i jak dużo dobrego dzieje się wokół mnie. Pomogło.

Najbardziej lubię jednak swoje kreatywne pamiętniki, które nazywam Pamiętnikami Pozytywnymi. Gromadzę w nich urywki codziennych chwil – tu jakieś zdjęcie, tu opakowanie od gumy do życia, tam bilet z kina. Dłuższe i krótsze zapiski. Zasłyszane cytaty. Wrażenia z przeczytanych książek – i tak dalej, i tak dalej. To dzięki nim mam do czego wracać – i bez żenady pokazuję te pamiętniki znajomym, rodzinie czy obserwatorom na TikToku. Gdybym miała wyciągać jakieś wnioski na temat swojego życia wyłącznie na podstawie zapisków z pamiętnika na smuty i żale, byłyby to wnioski dramatyczne. Dobrze więc mieć coś, co naprawdę jest pozytywne i daje czystą radość – zarówno na etapie tworzenia, jak i przeglądania.

Od czego najlepiej zacząć, jeśli ktoś nigdy nie prowadził dziennika?

Dobrze jest znaleźć formę, która będzie dla nas najlepsza. Na początek: pamiętnik pisany ręcznie, w specjalnej aplikacji czy na komputerze?

Potem: tylko pisany czy bardziej kreatywny, np. wzbogacany o rysunki, naklejki i pamiątki dnia codziennego?

Dalej: z narzuconym schematem czy w pełni swobodny?

Każdy z nas odnajduje się lepiej w innej formie – i to do siebie powinniśmy dopasować swój journaling, a nie do tego, co jest akurat modne na Instagramie czy wśród naszych znajomych. Najważniejsze to po prostu zacząć i w tym pamiętnikowaniu szukać siebie.

Czy są konkretne metody journalingu, które polecasz początkującym? 

Z jednej strony cudowne może być swobodne pisanie – bo po prostu lecisz z tym, co w tej sekundzie wpadło Ci do głowy. Ale, wbrew pozorom, dla wielu osób jest to najtrudniejszy ze sposobów pisania – bo ciągle mają ochotę kalkulować, o czym trzeba i warto pisać – i ostatecznie nie robią nic. A jeśli ktoś ma taki problem, polecam rozpocząć od pisania z promptami i gotowymi pytaniami. Te można znaleźć np. w moim poradniku „100 dni z journalingiem”. Niesamowite jest dla mnie to, że korzystają z niego nawet osoby, które były wielkimi przeciwnikami pamiętników, a jednak spróbowały – i całkowicie się w tym zatraciły. O taki właśnie efekt mi chodziło – aby ludzie odkrywali journaling i dopasowywali go do siebie. Gorąco wierzę, że to naprawdę może zmienić życie – i tej myśli będę się trzymać.

Jak często pisać dziennik? Czy trzeba to robić codziennie?

Można codziennie, można raz w miesiącu – każdemu według potrzeb. Oczywiście gorąco zachęcam do regularnego pamiętnikowania, bo to cudowny nawyk, ale zbyt wiele osób zniechęciło się do tego przez najróżniejsze blokujące przekonania. „Trzeba robić to codziennie” to jedno z takich przekonań. A inne? Np. „muszę mieć ładny charakter pisma”, „to tylko dla dziewczyn”, „w moim wieku nie wypada” itd.

Naprawdę – swoboda, swoboda i jeszcze raz swoboda. Polecam prowadzenie pamiętnika bez żadnych narzuconych ram, wtedy da nam on najwięcej radości.

Czy w journalingu liczą się narzędzia? (ładny notes, specjalny długopis, aplikacje) – czy wystarczy zwykła kartka i długopis?

Tutaj polecam znalezienie złotego środka – notatnik ma być na tyle ładny i wygodny, żeby chciało się nam po niego sięgać, ale też nie może być aż tak „wypasiony”, że boimy się w nim pisać. I to może brzmieć zabawnie, ale naprawdę ogrom osób właśnie na tym etapie odpada – bo nakładają na siebie zbyt dużą presję, gdy tymczasem powinno to być przyjemne i przyjazne zajęcie.

Fakty są też takie, że nie potrzebujemy tutaj żadnych fajerwerków – zwykły zeszyt spełni swoją funkcję dokładnie tak samo, jak notatnik za 150 zł. Tylko od nas zależy, na jakie akcesoria się zdecydujemy – i mamy w tym pełną swobodę.

Jak radzić sobie z momentami, kiedy „nie wiem, co napisać”?

Tutaj mocno polecam mój journalingowy poradnik, bo przedstawiam w nim tyle propozycji na rozpoczęcie wpisu w pamiętniku, że problem „nie wiem, o czym pisać” nie ma prawa zaistnieć.

A jak sobie z tym poradzić bez mojego poradnika? Napisz „nie wiem, co napisać, ale…” i jedź dalej. Nigdy nie wiesz, dokąd Cię zaprowadzi Twoje pisanie, a w formie pamiętnikowej absolutnie najlepsze jest to, że nikt nie będzie nas oceniał ani rozliczał. To nie szkoła ani pokaz mody. To tylko my i nasze słowa, coś pięknego!

Jaką radę dałabyś osobie, która wciąż się waha, czy spróbować journalingu?

Niech po prostu spróbuje i sprawdzi, czy to coś dla niej. Jest ogrom, OGROM, form journalingowych, które można wypróbować. Odręcznie, w aplikacji, na komputerze. Jakkolwiek chcemy.

Poranne strony według Julii Cameron, które są porannym wylewem strumienia świadomości i pomagają wyrzucić absolutnie wszystko, co obciąża głowę. Albo strony wieczorne – dla osób, które mają problemy z zasypianiem.

Pisany codziennie dziennik, pamiętnik prowadzony w chwilach kryzysu, dziennik podróży, dziennik snów, pamiętnik kreatywny, w którym obok pisania są też elementy graficzne. Albo art journal całkowicie nastawiony na formę wizualną. Istnieje co najmniej kilkadziesiąt form, na jakie możemy postawić – i warto wybrać taką, która będzie nam służyć najbardziej. Albo „takie” (w liczbie mnogiej), bo przecież nie jest powiedziane, że musimy się ograniczać do jednej tylko formy wyrazu.

Na koniec mam jeszcze kilka pytań niezwiązanych z naszym tematem, ale dotyczących tego, jak na co dzień działasz. Te tematy mocno interesują moich odbiorców i chciałabym pokazać im, jak wygląda to u innych ☺️

Jak wygląda Twój typowy poranek? Czy masz jakieś rutyny, które pomagają Ci dobrze zacząć dzień?

Zakładając, że to rok szkolny, a nie wakacje – zaczynam dzień od śniadania i spaceru z córką. Odprowadzam ją do szkoły i wracam okrężną drogą, żeby zrobić trochę kroków na dobry początek dnia.

Między 8 a 9 jestem już przy komputerze, ale świat jeszcze o tym nie wie. Nie sprawdzam maili, nie odbywam spotkań, po prostu cieszę się czasem spędzanym sam na sam ze sobą. Rozwiązuję zagadki logiczne, piję kawę, piszę poranne strony, oglądam ciekawe wideo na YouTubie i dopiero o 9 melduję się do pracy. I to dosłownie – dużym wsparciem w działaniach jest dla mnie Wirtualny Coworking Natalii Dołżyckiej. O 9 i 11:30 wpadam tam na dwugodzinne sesje focusowe, które polegają na tym, że pracuję z grupą ludzi – przy włączonych kamerach i wyłączonych mikrofonach. Na start każdy deklaruje, co ma do zrobienia, na koniec – opowiada o tym, co zrobił. I nie dość, że ta rutyna sesji pracy w skupieniu bardzo mi pomaga w usystematyzowaniu pracy, to jeszcze dodatkowa korzyść jest taka, że nie czuję się tak samotna ze swoją pracą z domu.

Jak planujesz swój dzień i tydzień? Korzystasz z jakichś konkretnych metod lub narzędzi?

Jestem maniaczką planowania, przyznaję. Planuję rok, kwartał, miesiąc, tydzień, dzień – raz z większą, raz z mniejszą dokładnością. Mam rozpisane cele, kamienie milowe i zadania, wpisane w kalendarz terminy i absolutnie wszystko rozpisane na papierze i w aplikacjach do zadań i notatek.

I chociaż nieczęsto przywołuję te informacje ze swojego życia, to fakt, iż mam zdiagnozowane ADHD i spektrum autyzmu – ma duży związek z tym, w jaki sposób funkcjonuję organizacyjnie. Dla niektórych jest to przesada i „dramatyczny brak spontaniczności”, a dla mnie – sposób na to, żeby w natłoku obowiązków i myśli galopujących po głowie zwyczajnie… nie oszaleć.

Jak radzisz sobie z momentami spadku energii i trudniejszymi dniami?

Przede wszystkim – daję sobie na nie przyzwolenie. Nauczyłam się już, że nie ma sensu walczyć, bo nie wszystko uratujesz kawą i energetyczną muzyką. I czasem lepiej przespać się pół godziny niż dwie godziny pracować z zerowym poziomem energii. Albo w ogóle lepiej odejść od pracy i zająć czymś przyjemnym (mnie bardzo pomagają niewymagające gry wyścigowe na konsoli).

A jeśli nie da się tak całkiem porzucić zadania i coś musi być zrobione?

Wtedy robię niezbędne minimum i nagradzam się za najmniejsze wykonane kroki. Staram się nie polegać na motywacji, szczególnie zewnętrznej, ale jednak dobrze robi mi na głowę wizja, że „będę coś z tego miała”. Np. kupię sobie książkę w nagrodę za to, że w najtrudniejszym dniu zrobiłam, co do mnie należało.

Czy masz nawyk, który uważasz za kluczowy w swoim życiu?

Każdy dzień zaczynam od rozwiązania serii zagadek logicznych. I robię to z zabójczą więc regularnością. Najpierw odpalam na Steam „Logic Town” – tutaj codziennie serwowane są trzy nowe zadania o trzech poziomach trudności – bardzo je lubię, bo przyjemnie pobudzają szare komórki z rana, a do tego na drugi dzień dowiem się, które miejsce w światowym rankingu zajęłam – a kocham element rywalizacji w absolutnie każdym obszarze życia.

Drugą serię zagadek rozwiązuję w aplikacji PEAK. Jest to mix zadań matematycznych, logicznych, językowych, zręcznościowych i pamięciowych – codziennie w innej kombinacji – i tutaj również czuję przyjemne pobudzenie umysłowe. Jestem też w stanie od razu na starcie dnia określić swój poziom skupienia/niewyspania – a to pozwala mi odpowiednio zaplanować pracę o poranku.

Czy jest jakaś książka, podcast lub osoba, która Cię inspiruje czy od której najwięcej się uczysz? 

W Polsce jest to moja „złota trójka”: Marta Krasnodębska, Natalia Dołżycka i Marek Jankowski – bo wszyscy czegoś mnie uczą o biznesie czy działaniach w świecie online. Ale prawda jest taka, że bardzo dużo wyciągam tak po prostu z rozmów z widywanymi na co dzień ludźmi – sprzedawczynią w sklepie, osiedlowym elektrykiem czy rodzicami, których spotykam na treningach piłkarskich córki. Co człowiek, to inna historia, inne spojrzenie na świat i inne potrzeby – ciekawie jest to obserwować, szczególnie kiedy tak dużo czasu spędza się w „banieczce” online.

Jakie są Twoje TOP 3 narzędzia lub aplikacje, które najbardziej usprawniają Twoją pracę?

Nie wyobrażam sobie życia bez narzędzi pomagających w organizacji. Tutaj korzystam z niezawodnego duetu: Kalendarz Google – żeby pamiętać o urodzinach, meczach, treningach córki, wizytach lekarskich, spotkaniach z klientami itd.; oraz Todoist. Ten drugi służy mi do zarządzania projektami zadaniami – zarówno zawodowymi, jak i prywatnymi.

Trzecia opcja będzie może mniej typowa, ale nie wyobrażam sobie pracy bez niej – a jest to muzyka. Nie potrafię się skupić w ciszy, dlatego pracuję przy muzyce. Jeśli są to mniej wymagające zadania – dobieram playlistę do nastroju i może to być zarówno pobudzający do działania Scooter, jak i przyjemnie bujająca muzyka bałkańska. Ale jeżeli piszę – tutaj wygrywa muzyka instrumentalna, która nie prowokuje mnie do śpiewania, więc rzeczywiście wspomaga skupienie.

Dziękuję Ci bardzo za tę rozmowę i za poświęcony czas  🥰

Ja serdecznie polecam Wam profil Klaudyny ma Instagramie 👉  >> Instagram Klaudyna Maciąg 

Znajdziecie tam wiele inspiracji do prowadzenia dziennika. 

Podobał Ci się? Udostępnij dalej!

W artykule przeczytasz o:

Zajrzyj także na: